23

Fotografia uliczna – jaki aparat wybrać?

Fotografia uliczna jest jedyna w swoim rodzaju. Czy w związku z tym wymaga zastosowania specjalnego sprzętu? Co jest najlepsze na początek?

Na stronie najgłówniejszej posłużyłem się wypowiedzią założyciela In-Public Nicka Turpina, który sprowadził street photo do prostej, pierwotnej czynności, połączenia fotografii małego dziecka z intelektualną zabawą. Wynika z tego, że wszelkie ograniczenia dla tak uniwersalnej i często spontanicznej czynności nie byłyby wskazane.

Jeśli przyjrzymy się zdjęciom znanych fotografów streetowych, możemy wyciągnąć wniosek, że nie ma żadnych zasad. „Koci” fotograf – Richard Koci Hernandez udowadnia, że iphone umożliwia robienie nadzwyczajnych zdjęć. Nils Jorgensen (polecam wywiad!) nie ma najmniejszego problemu z foceniem dużą, dość ciężką skrzynką – Nikonem d700, aparatem przeznaczonym pierwotnie do profesjonalnych zleceń.

Czy to wszystko oznacza, że jest zupełnie obojętne jaki aparat kupimy? I tak i nie. Tutaj też są pewne reguły, które nie są święte, jak widać – można je bez problemów łamać, ale warto robić to świadomie.

Bardzo przekonujące jest porównanie fotografii ulicznej do polowania (choć jestem przeciwny polowaniom). Mamy przynajmniej trzy możliwości:

  • możemy podejść do „celu” jak najbliżej, starając się nie zwracać na siebie uwagi
  • drugą najczęściej stosowaną strategią jest zdobycie przychylności fotografowanej osoby, uśmiech, rozmowa
  • zdarza się też wreszcie brutalne polowanie a’la neandertalczyk 😉 lub Bruce Gilden – nagły, gwałtowny atak, często z fleszem

Ta ostatnia strategia kłóci się z moim poglądem na fotografię uliczną i empatią, jest też prawdopodobnie na bakier z polskim prawem. Na razie nie będę ciągnął tego tematu, o prawie w street photo będzie niebawem osobny wpis.

Jaka ogniskowa?

Fotografując subtelnie i równocześnie chcąc kierować się słynną zasadą Roberta Capy „ jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie blisko” jesteśmy skazani na klasyczne ogniskowe 35 i 50 mm.

Oczywiście, jest mnóstwo wyjątków od tej reguły. Popatrzmy na zdjęcia holenderskiego streetowca Willema Jonkersa, który upodobał sobie fotografowanie ulicy fiszem czyli „rybim okiem” i bez wątpienia wyróżnił się jakoś dzięki nietypowej ogniskowej.

Niektórzy, szczególnie na początku używają teleobiektywów, co pozwala „zajrzeć w duszę” bez narażania się na bliski kontakt z fotografowanym. Oczywiście, długie ogniskowe (choć nietypowe dla street photo) pozwalają czasem zrobić zdjęcia, które nie mogłyby inaczej powstać.

Ale solą fotografii ulicznej są jednak od wielu lat fotografie wykonane w przedziale 24-50 mm. I na tym na razie poprzestanę, wybór którejkolwiek ogniskowej w tym przedziale jest kwestią preferencji, czasem długotrwałego dochodzenia do ulubionej ogniskowej.

Cechy dobrego aparatu ulicznego

Wracając do tematu dnia, wybierając aparat do street photography musimy uwzględnić kilka faktów.

  • street przypomina nieco fotografowanie w podróży – dużo chodzimy, więc zakładając, że świetne zdjęcia można robić nawet telefonem (patrz wyżej), to preferować będziemy sprzęt lekki
  • street photography opiera się w sporej mierze na szczęściu – bez aparatu nie zrobimy zdjęcia, nie wykorzystamy też wyjątkowej okazji. Czyli najlepszy aparat to taki, który zawsze mamy przy sobie. Jeśli chcemy mieć coś większego i lepszego niż smartfon, to byłoby miło, gdyby aparat mieścił się do kieszeni spodni lub ostatecznie w kieszeni w kurtce.
  • aparat nie powinien zwracać uwagi, idealnie gdyby wyglądał na zabawkę, a my sami na turystów, których nie da się traktować poważnie. Oczywiście, czasem można sporo ugrać otwarcie przyznając się do tego, że fotografujemy profesjonalnie, wręczyć wizytówkę etc. A więc aparat – zabawka, malutki, kieszonkowy,z zaklejonym logo znanej firmy, dobrze jeśli jest czarny, wtedy po zaklejeniu nazwy czarną taśmą aparacik stanowi czarną bryłę, której prawie nie widać w nocy
  • skoro ma być mały, więc może kompakt? W dalszej kolejności można rozważać bezlusterkowce, zawsze jest coś za coś, w zamian za aparat, który nie mieści się do kieszeni spodni mamy często lepszą jakość i możliwości.
  • cechami wielce pożądanymi są też solidnej klasy obiektyw, porządny i możliwie duży, jasny wizjer oraz możliwość szybkiego ostrzenia (idealnie jeśli aparat daje radę zarówno w trybie autofocusa jak i przy ostrzeniu manualnym.
  • bardzo ułatwia fotografię uliczną skala odległości na obiektywie lub podobna skala widoczna na wyświetlaczu w wizjerze
  • jeśli chodzi o akcesoria bodaj najważniejszy jest wygodny i wytrzymały pasek (czy to będzie pasek na szyję czy też na nadgarstek)

Krótko mówiąc: aparat do fotografii ulicznej powinien być mały, dyskretny, lekki. Powinien być w miarę prosty w obsłudze, mieć zadowalającą jakość obrazu. Jak się zastanowić, to wiele smartfonów spełnia te wymaga całkiem dobrze 🙂

Nawiasem mówiąc, pamiętam świetnie apokaliptyczne przepowiednie upadku aparatów kompaktowych, które miały być całkowicie wyparte przez smartfony. Potwierdziły się 🙂 W 2016 roku 98,4 % aparatów na rynku stanowiły te ze smartfonów. Z drugiej strony, producenci aparatów przestali masowo produkować marne namiastki aparatów i skuteczniej wzięli się za tworzenie kapitalnych, mocno zaawansowanych aparatów w kompaktowej obudowie.

Wracając do fotografii ulicznej, aparat ma:

  • być zawsze z Tobą
  • dobrze jak ma tylko jeden obiektyw (co kieruje nasze myśli w stronę fotografii, a nie sprzętu)
  • jeden obiektyw prowadzi do dobrego opanowania jednej ogniskowej, co z kolei powoduje, że fotografujemy szybciej i bardziej intuicyjnie

Jakie wnioski? Kierujemy się budżetem i preferencjami.

Ja zacząłem od lustrzanki. Najlepszym kompromisem między możliwościami a wielkością był dla mnie porządny, amatorski aparat Nikon D7000. Eksperymentując z wielkością porzucałem go czasem dla najmniejszej lustrzanki Nikona – stareńkiego D40, choć bardzo przeszkadzała mi konieczność częstego zaglądania do menu, bez np. możliwości ustawienia iso za pomocą przycisku, nie mówiąc o wolnym AF.

Celowałem jednak w coś mniejszego, niepozornego. I tak doszedłem do tego, co wszyscy 😉 Moim wyborem jest aparacik prosty, niewielki, o sporych możliwościach, ale jednak nie wchodzący do kieszeni spodni. Jego zalety jednak poważnie rekompensują niedociągnięcia.

Fuji x100s

Co mi w nim najbardziej odpowiada?

  • leciutki
  • jest śliczny, klasyczny, retro, dopieszczony design
  • duże ułatwienia w temacie ostrzenia ręcznego
  • spora matryca odpowiadająca wielkością mojemu D7000, o lepszych parametrach, niższych szumach
  • hybrydowy wizjer- optyczny świetnie się sprawdza w fotografii ulicznej, bo pozwala na „wyjrzenie poza kadr”. Ramka w wizjerze określa, jakie są granice kadru, a widzimy jeszcze spory fragment poza kadrem. Dzięki temu możemy jeszcze przed zrobieniem zdjęcia zobaczyć potencjalny obiekt i szybko dostosować działanie do sytuacji.- ten elektroniczny daje mi możliwość podejrzenia obrazu w trybie live view – co przekłada się praktycznie m.in na podgląd zdjęcia w czerni i bieli, podgląd głębi ostrości, widok obrazu po zmianie parametrów ekspozycji. To wszystko oczywiście przed zrobieniem zdjęcia!

Oczywiście, ten cudny aparacik nie jest jakimś ostatnim cudem techniki. „Urodził się” w roku 2013, w fotografii 4 lata to niemało. Ale absolutnie spełnia większość moich wymagań, szczególnie uwzględniając wiarę w to, że człowiek robi zdjęcia, a nie aparat.

Jaki aparat kupić do fotografii ulicznej w 2018 roku?

Świat sprzętu fotograficznego niesamowicie szybko się zmienia. Jeszcze 7-8 lat temu trudno było przypuszczać, że w świecie kompaktów, bezlusterkowców i lustrzanek niepełnoklatkowych tak szybko pojawią się aparaty zdolne obsłużyć profesjonalne zlecenia.

Początkujący fotograf może naprawdę łatwo pogubić się w skomplikowanym świecie sprzętu, w którym „zwierzęta” od zawsze niżej stojące w hierarchii nagle zaczynają być wyżej, kompakty lepsze od lustrzanek, lustrzanki gorsze od bezlusterkowców.

To oczywiście oznacza, że rzadziej musimy chodzić na kompromisy, możemy mieć np. sprzęt mały, lekki i zaawansowany technicznie.

Pozwolę sobie zaproponować Wam kilkanaście najciekawszych moim zdaniem aparatów cyfrowych do fotografii ulicznej. Jest grupa fotografów robiących zdjęcia uliczne sprzętem analogowym, używających czasem starych niezawodnych aparatów Leica. Ze względów praktycznych zajmę się jednak wyłącznie sprzętem cyfrowym, gdyż fotografia streetowa ma dwie ważne cechy:
– procent trafionych i sensownych ujęć jest bardzo niski
– szczególnie na początku warto korzystać z dobrodziejstw technologii cyfrowej (podgląd ujęcia przed naciśnięciem migawki, o wiele mniejszy koszt wciśnięcia spustu aparatu cyfrowego).

Na użytek tego artykułu stworzymy sobie 5 różnych klas budżetowych, przy czym zakładamy także możliwość zakupu sprzętu używanego na rynku wtórnym (szczególnie tych modeli, których nie można dostać w inny sposób). Ceny są z lutego 2018. Pominę tanie, czasem przyzwoite kompakty za kilkaset złotych – chodzi o to by był to sprzęt, który spełnia główne wymagania opisane wyżej.

Jeszcze jedno – założenie jest takie, że ceny bezlusterkowców będę podawał z możliwie najtańszym, sensownym, praktycznym rozwiązaniem (niedrogi obiektyw o ogniskowych między 24 a 50 mm). Moim zdaniem nie ma sensu porównywać ceny kompaktu do ceny samego body, z drugiej strony obiektywy kitowe często nie spełniają ważnych wymagań.

Aparat do 1500 pln

Sony RX100 – pierwszy, wielokrotnie nagradzany (m.in nagrody EISA i słynnego magazynu Time) , rewolucyjny model z serii. Każdy następny wprowadzał kolejne, kapitalne umocnienia, ale już aparat bazowy robi wrażenie. To jest rocznik 2012, ale nadal robi wrażenie, szczególnie na tle smartfonów i podstawowych kompaktów.

Najważniejsza jest fotografia, więc zobaczmy co Sony RX100 potrafi wyprodukować będąc w dobrych rękach.

  • jest mały, ładny, absolutnie kieszonkowy, ale ma naprawdę sporą, 1-calową, 20,2 MP matrycę (jest to najprawdopodobniej najtańszy aparat z tak dużą matrycą).
  • jest obłędnie uniwersalny, dając możliwość fotografowania w słabszym świetle (szkło o odpowiedniku ogniskowej 28-100mm f i jasności 1.8-4.9).
  • zdecydowanie wyróżnia go jakość obrazu z dużą szczegółowością, używalnym iso 6400 (pierwsze szumy od iso 1600), naturalnymi kolorami
  • bardzo przyzwoity autofocus
  • interesującą (choć niekoniecznie dla streetowców) możliwością jest wysuwany flesz, który można przekręcić tak, aby odbić światło np. od sufitu)

Sony nie robi tanich aparatów, ale jest to obecnie firma wiodąca pod względem technologicznym. Nowości są przemyślane i robią spore zamieszanie na rynku.

Sony RX100 można nabyć już za ok. 1500 pln, na rynku wtórnym trafiają się egzemplarze poniżej 1000 pln.

Fuji x100

Klasykiem fotografii ulicznej jest Fuji x100. Obecnie ten innowacyjny aparat z 2011 roku można kupić wyłącznie z drugiej ręki już od ok. 1300 złotych.

To już jest sprzęt dla ludzi, którzy dokładnie wiedzą czego chcą. Jedna, klasyczna reporterska ogniskowa (ekwiwalent 35 mm) i dość wysokiej jakości jasny f/2 obiektyw sprawiają, że jest to idealny całodzienny aparat dla tych, którzy nie boją się fotografować z bliska.

Fuji x100 przeszedł wymagające próby w fotografii ślubnej, testowali go m.in Kevin Mullins i Neil Van Niekerk. Ich pozytywne opinie były przełomem w środowisku ślubniaków. Od tej pory coraz większa liczba fotografów używa niewielkich bezlusterkowców podczas poważnych zleceń.

Oczywiście, Fuji x100 spełnia raczej te dolne normy fotografii reporterskiej, ale daje do myślenia, szczególnie kiedy pomyślimy o dźwiganiu ciężkiej lustrzanki przez cały dzień, co przecież ma często miejsce zarówno w fotografii streetowej jak i podczas podróży.

Co rzuca się w oczy, jeśli chodzi o Fuji x100?

  • piękny retro design wzorowany na aparacie Konica Hexar (Fuji x100s jest praktycznie identyczny)
  • budząca niezmiernie pozytywne skojarzenia guzikologia, we mnie największy entuzjazm wzbudziły klasyczne, „analogowe” pokrętła (przysłonę ustawiamy na obiektywie, czas i kompensację ekspozycji – eleganckim, metalowym pokrętłem)
  • fantastyczne rozwiązanie z hybrydowym wizjerem (patrz wyżej opis mojego Fuji x100s)
  • duży sensor APS-C i bardzo niska jak tę wielkość matrycy ilość szumów
  • wg jednego z ambasadorów marki Fuji – Jonasa Raska obiektyw ten ma swoje wady (flary, nieco zbyt duża miękkość na dużym otworze przysłony przy fotografowaniu z bliska), ale ma też silne punkty: piękne przetworzenie złotego wieczornego światła i fantastyczną ogólną klarowność obrazu.

To pierwszy model z tej serii, więc były pewne niedoróbki. Użytkownicy skarżyli się głównie na działanie ostrzenia, zarówno automatycznego jak i ręcznego. Stałym problemem w wielu kompaktach Fuji (ale też i Sony) jest niska wydajność baterii.

Ale z powyższych testów robionych przez profesjonalistów łatwo wysnuć wniosek, że Fuji x100 jest świetnym aparatem, szczególnie uwzględniając spory spadek cen.

Aparat do 3000 pln

Jedną z prawdziwych streetowych legend jest niewielki aparacik firmy Ricoh. Model Ricoh GR II z 2015 jest dla wielu fotografów prawie idealnym kompanem.

 

Jest mały, malusieńki. Spokojnie mieści się w przedniej kieszeni spodni. Jest dyskretnie czarny, solidnie zbudowany (stop magnezu). Ma interesujący obiektyw o ogniskowej 28 mm, dużą matrycę APS-C rozdzielczości 16.2 MP i bardzo przyzwoity wyświetlacz LCD. Jedynym minusem (nie dla wszystkich) jest brak wizjera. Obecnie do nabycia w Polsce w cenie ok. 2600 pln, w USA już od 600 dolarów.

Sony RX100 III

Seria Sony RX100 jest tak udana, że kolejne aparaty z tej linii mógłbym właściwie wrzucić jako polecane do każdej półki cenowej, z wyjątkiem tej najwyższej.

Sony RX100 III doczekał się wysuwanego wizjera, przeprojektowano też stabilizowany optycznie obiektyw, który w tej wersji jest jaśniejszy i ma częściej stosowane ogniskowe.

  • obiektyw ma światło f/1.8 – 2.8, zakres ogniskowych 24-70
  • nadzwyczajna jakość zdjęć
  • ekran można odchylić
  • mnóstwo bajerów (AF łapiący źrenicę, wi-fi, NFC)

Nowy za ok. 2400 pln, używane można trafić już od 1500 pln

W tej półce cenowej mieści się też mój używany Fuji x100s, którego można kupić w dobrym stanie w przedziale 2000-2500 pln. Długo myślałem, który aparat wybrać (Sony RX100 III czy Fuji x100s), bo obydwa mają swoje zalety.

Zdecydowałem się ostatecznie na nieco droższe, używane Fuji, bo za uczciwą cenę dostałem idealny ekwiwalent niezłej amatorskiej lustrzanki (D7000) z niektórymi parametrami lepszymi niż w DSL-R (szumy!). A celem był zgodnie z wytycznymi (patrz wyżej) aparat mały, lekki, dyskretny o dużych możliwościach.

Ale ja akurat preferuję fotografowanie jedną, stałą ogniskową. Ci, którzy szukają technologicznych (i niekoniecznie fotograficznych nowinek), zależy im na uniwersalnym, jasnym zoomie pewnie skłonią się ku Sony RX100 III i będzie to również świetny wybór!

Ogólnie mówiąc, zaawansowane aparaty Sony i Fuji niesamowicie zmieniły wśród fotografów podejście do jpgów. Kolory, w tym ważny dla wielu – kolor skóry naprawdę mogą się podobać i bardzo łatwo się przyzwyczaić do robienia zdjęć w gołych plikach jpg, bez protezy w postaci RAW.

Aparat do 6000 pln

Sony RX100 V

Prawdziwy debeściak. To już są niemałe pieniądze. Co sprawia, że aparat ten kusi jak moja kocica w marcu?

  • fantastyczny autofocus, Sony wprowadziło w tym modelu ostrzenie fazowe (oprócz już istniejącego kontrastowego), ten mały demon szybkości ma 315 punktów AF rozsianych po całym kadrze. 0,05 sekundy wystarczy do ustawienia AF, co jest ogromnie imponującym wynikiem także poza światem kompaktów.
  • tryb seryjny pozwala na 24 klatki na sekundę w RAWach!
  • idealny dla vlogerów, kapitalny tryb filmowy z 4K, slow motion w full HD i filmowymi profilami

Minusy są stałe: brak obsługi ekranu dotykiem i brak gripu – do nabycia tylko opcjonalny, w tym modelu osłabła też efektywność baterii, która pozwala na zaledwie 220 ujęć.

Ceny tego cacka w lutym 2018 zaczynają się od 4300 pln lub na Amazonie już od 948 dolarów. Ci z Was, którzy chcą mieć maksimum technologii w jak najmniejszym ciałku z pewnością wezmą pod uwagę ten zakup.

Fuji x100f

Najnowszy, najdroższy i najlepszy z całej serii. Zasłużenie nagrodzony w ubiegłym roku nagrodą TIPA.

Fuji x100f jest obecnie dostępny w cenie ok. 5500 pln, to nie jest wcale tak dużo za leciutki aparat wszystkomający.

Fuji X-T20

Większość istotnych właściwości świetnego X-T2 za o wiele mniejszą cenę (w Polsce obecnie ok. 3800 pln). Czyli z niejednym obiektywem stałoogniskowym Fuji mieścimy się w 6000 pln.

Mniejszy, lżejszy niż jego starszy brat (zaledwie 383 g), bardzo udany aparacik. Swoją drogą to bardzo miła tradycja ze strony Fuji, że nie pierwszy już raz obok dużej, droższej, pełnej wersji tworzą mniejszy, podobny, lekko tylko okrojony aparat.

Mamy tę samą matrycę co w X-T2, ten sam 325-punktowy AF, tę samą wydajną jak na Fuji baterię (pozwalającą na 350 strzałów).

Co tracimy w porównaniu z X-T2 (opis w dziale „aparaty do 10000 pln)?

Niewiele. Można bez tego żyć. Battery Grip, mniejszy wizjer, przyciski, brak uszczelnień, brak drugiego slotu na kartę SD. Jak pisałem, nic strasznego. A X-T20 to bodaj najlepszy bezlusterkowiec w cenie do 4000 pln za body.

Złoty środek

Nie da się ukryć, że bardzo istotną wartością w aparacie uliczno-podróżnym jest jego waga. W aparatach z serii Sony RX100 i Ricoh poruszamy się w przedziale wartości 240-300 g. Kolejne generacje Fuji x100 ważą niecałe pół kg, co jest nadal świetnym wynikiem. Konsekwencje używania tak lekkiego sprzętu są następujące:

  • bardzo wysoki komfort pracy
  • możliwość robienia zdjęć przez długi czas
  • aparat mogą bez problemu używać osoby słabsze fizycznie, starsze, dzieci
  • najcięższy z tej grupy, aparat Fuji x100f ważący wraz z akumulatorem 469 gramów pozwala na robienie ostrych zdjęć z ręki na czasie 1/15, a nawet przy odrobinie skupienia na dłuższym. Przy fotografowaniu w słabym świetle niweluje to różnice w wielkości matrycy (APS-C aparatu Fuji vs. pełna klatka najczęściej występująca w dużo cięższych lustrzankach, nawet amatorskie egzemplarze typu Nikon D610 ważą 850g, bez obiektywu!)

Idealny aparat streetowy lokuje się w złotym środku jeśli chodzi o wagę, wielkość, wygodę pracy, jakość zdjęć i cenę. Tak się składa, że sprzęt droższy (powyżej 6000 pln) to najczęściej bezlusterkowce.

Są to zestawy o ogromnych możliwościach, przewyższających pod wieloma względami wiele lustrzanek, mające wiele niepowtarzalnych cech. Ale oczywiście solidny magnezowy korpus bezlusterkowca waży już swoje, a przecież do tego dochodzi obiektyw. Sony A7 III z lekką stałką waży już lekko ponad 1 kg, nieco cięższy obiektyw daje łącznie jakieś 1,5 kg. Ponad 3 razy więcej niż Fuji x100f!

Nic dziwnego, że o zestawach z tej kategorii myśli się częściej jako o stosunkowo lekkim sprzęcie do profesjonalnych zleceń, a rzadziej jako o secie do fotografii ulicznej. Choć Sony A7 II z obiektywem 28 mm jest blisko złotego środka (ok. 750g przy nadzwyczajnej jakości).

Jedno jest pewne: szukając czegoś pośredniego między lustrzanką a leciutkim kompaktem lądujemy poza strefą wpływów Nikona czy Canona. Znajdujemy się na terytorium podzielone przez Fuji i Sony. Każda marka ma swoich oddanych zwolenników.

Oto bardzo interesujące porównanie słabych i mocnych punktów systemów Fuji i Sony. A w skrócie wygląda to tak:

  • Główna zaleta sprzętu Sony A7 to najwyższa jakość obrazu
  • Słabością Sony A7 do niedawna był wąski line-up obiektywów, choć w Sony starają się bardzo szybko nadrobić zaległości

To co jest siłą jednej firmy, jest słabością drugiej i odwrotnie.

Po tej refleksji na temat roli wagi wracamy z powrotem do rekomendowanych aparatów.

I w przedziale do 6000 złotych (z obiektywem) jest aparat może już nie najmłodszy, ale w teście Fotopolis określony jako „przełomowy” dla rynku bezlusterkowców. Pełnoklatkowy Sony A7 – korpus chwalony za świetną jakość obrazu, reprodukcję kolorów, uszczelnioną magnezową solidność, niskie szumy do ISO 6400 oraz zacny hybrydowy AF. Obecnie body do kupienia już za 3500 pln!

Aparat do 10000 pln

Fakt nr 1: Fuji nie wykazuje zainteresowania aparatami pełnoklatkowymi.

Pan Takashi Ueno z Fujifilm (a dokładnie Optical Device & Electronic Imaging Products Manager) wyjaśnił przekonująco, że to świadoma akcja. Mówiąc krótko, firma Fuji nie jest związana setkami pełnoklatkowych obiektywów analogowych jak np. Nikon. Czyli możliwe było stworzenie całkowicie od zera przemyślanej linii produktów ze starannie wybranym rozmiarem matrycy.

W wywiadzie dla Amazon Japan pan Ueno (ciężko jest pisać o Japończyku per „Ueno”, więc musi być „pan Ueno” ) opisuje problemy związane z pełną klatką w aparatach cyfrowych – full frame wymusza znaczny wzrost wagi i rozmiarów obiektywów.

Wizja Fuji polega na stworzeniu systemu godzącego wysoki komfort noszenia sprzętu, fotograficznej ekspresji i wystarczająco wysokiej jakości obrazka. Wg Fujifilm najlepiej do tego pasuje właśnie rozmiar sensora APS-C, który daje też cenioną przez wielu fotografów większą głębię ostrości.

No cóż, trudno nie przyznać panu Ueno racji. Flagowiec Fuji X-Pro 2 waży razem z akumulatorem niecałe 0,5 kg. Obiektyw 23 mm f/2 to zaledwie 180 g. Cały zestaw waży tyle, ile gołe body Sony A9.

Oczywiście pozostaje problem jakości obrazu (crop vs pełna klatka). Polityka Fuji stawia na rozwój obiektywów, przekraczanie barier. Pan Ueno podaje tu przykład tradycyjnego podejścia, które zakłada, że obiektyw ma osiągać swoje maksimum jakości 1-2 stopnie przysłony od maksymalnego otworu. A celem Fujijest stworzenie obiektywów Fujinon, które będą się świetnie sprawować już na pełnej dziurze (dużym otworze przysłony).

Trzeba przyznać, że Fuji ma ambitne plany. Jak na razie jednak wojny jakościowej z Sony raczej nie wygrywa. Ale rzeczywiście można się zgodzić z Kevinem Mullinsem, że to jest „aparat fotografów”. Inżynierowie ramię w ramię z zaproszonymi fotografami debatują na etapie prototypu.

Fuji X-T2

  • jest równie mały i lekki jak aparaty z serii x100
  • ergonomia – X-T2 to jeden z najwygodniejszych w obsłudze bezlusterkowców Fuji. Wszystko leży tam gdzie trzeba, aparat wyjątkowo dobrze się trzyma, a pokrętło do ustawiania ISO wręcz zachwyca w porównaniu z tym znanym z Leiki M10.
  • AF na poziomie Sony A7RII, może nawet odrobinę szybszy
  • elastyczność ustawień AF-C, które możemy indywidualnie dostosować
  • świetna jakość obrazka, kapitalne kolory
  • jeśli chodzi o szumy na wysokim ISO Fuji X-T2 absolutnie nie odstaje od konkurencji Sony A7RII
  • nawet LCD jest ruchome
  • last but not least: aparat współpracuje z nowym gripem Vertical Power Booster Grip, który oczywiście ma kolosalny wpływ tryb seryjny czy odświeżanie EVF (który to EVF i bez gripa jest lepszy niż w Fuji X-Pro 2).

Obecna cena ok. 7300 pln za body. Razem z obiektywem możemy się swobodnie zmieścić w 10 000 pln.

Fuji X-Pro 2

Z poprzednikiem X-T2 łączy go więcej niż dzieli, przede wszystkim mają dokładnie ten sam sensor X-Trans CMOS III, czyli również identyczny obrazek. Obydwa aparaty mają też wyczekiwany od dawna 8-kierunkowy joystick wyboru punktów autofocusa.

Fuji X-Pro 2 to naturalny następca aparatów z serii x100. Ci, którym jedna ogniskowa nie wystarcza, mają do dyspozycji aparat spełniający główną filozofię Fuji, który można połączyć z dowolnym Fujinonem.

  • Podobnie jak aparaty z linii x100 ma nowatorski hybrydowy wizjer, pozwalający poczuć dalmierzowego bluesa. W trybie optycznym widzimy jeszcze więcej, bo kąt widzenia to już 16 stopni (a nie jak wcześniej 26 stopni). Wizjer optyczny jest głównym powodem dla którego wielu fotografów streetowych wybiera właśnie
    X-Pro 2.
  • usunięto logo Fuji z przedniej części aparatu (istotne dla każdego, kto nie chce zwracać na siebie/na aparat uwagi)

Niektórym brakuje w tym na wskroś przemyślanym pro-aparacie ruchomego LCD. No cóż, kontrowersyjny pomysł, ale można to zrozumieć.

Cena Fuji X-Pro 2  jest zbliżona do X-T2.

* Z ostatniej chwili: na horyzoncie pojawił się przyszły flagowiec, najnowsze wcielenie myśli technicznej Fuji – Fujifilm X-H1. Ma kosztować ok. 8000 pln i będzie dostępny już od marca 2018.

Co wiemy o Fuji X-H1? Firma Fuji jest znana z uważnego wsłuchiwania się w uwagi
i propozycje użytkowników
. Pojawi się więc parę ważnych i wyczekiwanych nowości:

  • dedykowany przycisk Af-On z tyłu aparatu
  • będzie jeszcze solidniej zbudowany, poza uszczelnieniami pojawi się dodatkowo grubszy o 25% magnezowy szkielet, aparat ma podobnie jak X-T2 pracować w temperaturze -10 stopni Celsjusza
  • jako pierwszy korpus Fuji ma mieć 5-stopniową stabilizację obrazu (Ibis czyli In Body Image Stabilisation), co sprawi, razem z masywniejszą budową sprawi, że aparat będzie bardziej uniwersalny, będzie go można używać z cięższymi obiektywami, jest to również zejście z drogi podwyższania za wszelką cenę użytecznego ISO
  • poprawi się układ AF, szczególnie tryb ciągły i fotografowanie w słabym świetle
  • dochodzi 14 klatek na sekundę w trybie elektronicznej migawki
  • po raz pierwszy na flagowcu Fuji zobaczymy świetnie zaprojektowany górny wyświetlacz LCD

Jest minusik: dołożono małe LCD, ale zamieniono wygodne pokrętło kompensacji ekspozycji na przycisk. Niestety.

Aparat powyżej 10000 pln

Mały, ale wariat – Sony RX1R II

Kompakt. Pełna klatka o wadze poniżej 0,5 kg. Obiektyw Carl Zeiss Sonnar 35 f/2. Mieści się w kieszeni kurtki.

Obiekt westchnień wąskiej, ale konkretnej, zdecydowanej grupy fotografów. Ktoś, kto marzy o nadzwyczajnej jakości zdjęć, zadowalającym autofocusie w małym, solidnie zbudowanym, metalowym aparacie i jest skłonny za to zapłacić coś ekstra – dostaje od Sony cudo za jedyne 15.000 złotych (najtańsza oferta pod koniec lutego 2018).

To jest udana soniacka rekontra (odpowiedź na Leikę Q, która przebiła Sony RX1R). Zdecydowanie poprawiono autofocus, jest bardzo dobry EVF. Co jeszcze?

  • 42-milionowy sensor BSI-CMOS wzięty z aparatu Sony A7R II opowiadający za fantastyczną, wręcz średnioformatową jakość obrazu (kolory, szczegółowość, etc.)
  • detale dobrze widoczne przy ISO 6400
  • jeden z najlepszych obiektywów użytych w kompaktach, odpowiadający w dużej mierze za wspaniałą jakość zdjęć (wysoka rozdzielczość, powłoki antyrefleksyjne, utrzymane w ryzach winietowanie i flary i jeszcze do tego ładny bokeh)
  • AF zaczerpnięty z Sony A7R II – 399 punktów detekcji fazy i 25 punktów detekcji kontrastu, skuteczny i solidny w każdych warunkach. Jedyną jego słabością jest stosunkowo wolna praca w słabym świetle (czyli AF trafia, ale czasem trzeba na niego trochę poczekać)
  • bardzo dobrze działają pomiar ekspozycji i balansu bieli
  • obracany LCD
  • włączany na życzenie filtr AA (dolnoprzepustowy), czyli jeśli chcemy możliwie najostrzejsze zdjęcia filtr wyłączamy, jeśli naszym celem jest uniknięcie mory – włączamy.

Minusy to brak sensownego, stabilnego uchwytu (opcjonalny grip może zadziwić ceną ok. 900 pln) – a mamy do czynienia z drogą zabawką. Niefajna jest też krótka praca baterii, choć właściciele sprzętu Fuji na pewno są do tego przyzwyczajeni.

Nie przewiduje się raczej narodzenia kolejnego cudownego liliputa (Sony RX1R III). Po prostu sprzedaż „dwójki” nie jest nadzwyczajna. To jest fakt smutny, lepszy aparat sprzedaje się gorzej – pierwsza wersja Sony RX1R sprzedawała się świetnie korzystając z efektu nowości.

Jeśli ktoś jest w stanie znieść jakieś 300-400 g więcej, to za kwotę rzędu 7-9 tysięcy może nabyć wspomnianego już bezlusterkowca Sony A7 II z porządnym jasnym obiektywem (28 lub 35 mm). Za nasze poświęcenie dostaniemy:

  • 5-osiową stabilizację matrycy
  • wyraźny, wygodny uchwyt
  • uszczelnienia w korpusie
  • wszystkie zalety Sony RX1R II z wyjątkiem wagi, wielkości, Sony A7 II ma też mniejszą rozdzielczość matrycy – 24 MP i mniej punktów fazowych AF – 117.

Sony A7R II

10 500 pln za sam korpus (+ 2-4 tys. za obiektyw) i mamy jeden z najdoskonalszych aparatów z tej linii – Sony A7R II, w którym poprawiono wszelkie niedociągnięcia z poprzednich modeli (w tym tak drobne jak położenie przycisków). 42 MP i 399 fazowych punktów AF. Na deser jest poważnie wzmocnione wideo (4K).

Sony A7R III

Trzecia generacja wyjątkowo udanej linii bezlusterkowców Sony to już 15 000 pln za samo body. Pojawia się tu ulepszona migawka mechaniczna przewidziana na 500 000 cykli i tryb seryjny 10 klatek na sekundę i obłędny system AF (399 pól AF z detekcją fazy pokrywających 68 proc. kadru, a także 425 pól AF z detekcją kontrastu).

Co poza tym?

  • jest wreszcie ekran dotykowy, który pozwala wybrać palcem położenie punktu AF
  • nowy akumulator pożyczony  z Sony A9 pozwalający zrobić 650 zdjęć na jednym ładowaniu – ta cecha sprawia, że Sony A7R III wraz modelem A9 stały się wiodącymi aparatami w fotografii ślubnej
  • ponownie ulepszony procesor obrazu BIONZ X
  • wreszcie są 2 sloty na karty pamięci, poprawiono też wizjer
  • ulepszona technologia eye-detection (wykrywania oka), co świetnie sprawdza się w fotografowaniu ludzi

Sony A9

Flagowiec Sony. A imię jego – TECHNOLOGIA.
Za blisko 20 000 złotych otrzymujemy bezlusterkowiec o jakości najlepszych profesjonalnych lustrzanek (Sony A9 ma prawie dwa razy więcej mocnych punktów niż Nikon D5), ale ważący mniej (akceptowalne dla streetowca 670 g) i łączący wszystkie zalety bezlusterkowców z jakością i szybkością działania sportowych lustrzanek.

Sony A9 to przede wszystkim:

  • nadzwyczajna matryca, pozwalająca na zdjęcia porównywalne z Leiką SL (czyli atak na ISO rzędu 50 000!), idealna rozdzielczość – 24 MP
  • kapitalna elektroniczna migawka, pozwalająca robić zdjęcia na 1/32000 sek.
  • wreszcie mamy wzorcową wręcz jak na bezlusterkowce baterię
  • 20 klatek na sekundę + bufor na 241 RAWów (przy 38-sekundowym czasie opróżnienia bufora)
  • dynamika pozwalająca na odzyskanie 3 EV w programach graficznych
  • fantastyczny autofokus (693 punkty detekcji fazy, 93-procentowe pokrycie kadru) zapewniający również bardzo dobre śledzenie obiektu
  • obłędny wizjer bez efektu blackout podczas zdjęć seryjnych z pełną prędkością
  • reporterski aparat, którego nie słychać
  • uniwersalność: Sony współpracuje dzięki przejściówkom z obiektywami Nikona, Canona czy Leiki

Nikon D5 ma cały czas przewagę jeśli chodzi o żywotność akumulatora, głębię kolorów, wysokie ISO czy pancerny korpus, choć trudno napisać, że Sony daje plamę w którymkolwiek z powyższych parametrów! Ale waga Nikona jest ponad dwa razy większa, co robi różnicę nie tylko fotografom ulicznym, bo przecież D5 jest pomyślany jako lustrzanka reportersko-sportowa.

A9 ma oczywiście słabości. Najbardziej rzucającą się w oczy jest czas włączenia, który nadal wynosi ok. 3 sekund. W tej cenie absolutnie należy wymagać też całkowitego uszczelnienia aparatu. W końcu na ulicach też czasem pada deszcz.

Osobny temat, czyli Leica

Nie mam już złudzeń – aparatów idealnych nie ma. Zawsze jest coś za coś. Widać to zresztą idealnie w wielu testach, w których nawet najlepsze egzemplarze mają wymieniony rządek niedociągnięć.

Zdecydowałem się umieścić cyfrowy sprzęt Leiki w osobnej kategorii z dwóch ważnych powodów:

  • Aparaty cyfrowe Leiki przypominają pod jednym względem Iphony – ceny za nowe egzemplarze są z reguły wysokie lub bardzo wysokie, mimo braku wyraźnej przewagi technologicznej, często wręcz tej przewagi w ogóle nie widać.
  • Używane Leiki dość dobrze trzymają cenę, czyli mamy sporą szansę, żeby używany model odsprzedać bez wielkich strat

Jeśli nie technologia, nie ceny, to co? Dlaczego cyfrowa Leica ma wzięcie? Czy jest to tylko snobizm czy Leica ma może atuty, które pozwalają zapomnieć o słabościach?

To jest bardzo interesujący temat. Standardowy użytkownik bazujący na autofocusie może wręcz przegapić niektóre zalety Leiki. Ba, bardzo ceniony fotograf portretowy i ślubny Sam Hurd, na swoim popularnym blogu nazywa leikowe aparaty serii M (sprzed modelu Leica M10) „najgorszym wyborem, jeśli chodzi o fotografię ślubną”. Powody? „Brak autofocusa, kiepskie zdjęcia na wysokim ISO i słaby akumulator”.

To wszystko oczywiście jest sporne i zahacza o indywidualne przyzwyczajenia. Czy można robić bardzo szybko zdjęcia reportażowe w trudnych warunkach oświetleniowych, bez autofocusa? Oczywiście, tak. Nie przeskoczymy jednak tych szumów na wyższym ISO (czyli wiążemy się statywem lub lampą błyskową).

Czym nadrabia cyfrowa Leica (oczywiście poza prestiżem)?
Przyjrzyjmy się stojącemu najwyżej w hierarchii aparatowi Leica M10 (mam tu na myśli hierarchię streetowców).

Leica M10

  • kapitalny, minimalistyczny design, aparat „zbudowany na lata”
  • prawdopodobnie najlepsza ergonomia wśród cyfrowych dalmierzy
  • idealna dla wielu liczba pikseli – 24MP
  • świetne zachowanie przy wysokim ISO (8000!). To jest w ogóle niesamowita sprawa. Wg wyliczeń na DXO Mark „bezpieczne” ISO wynosi ok. 2100. Ale „zdjęcia z pola walki” pokazują, że na ISO 8000 i powyżej (nawet 32000!) szum jest niewielki, przyjemny dla oka, „organiczny” i narasta powoli.
  • fantastyczna dynamika obrazu i kolory – jest to kolejny aparat, który zachwyca jpgami „prosto od krowy”. Sam Hurd porównuje M10 do Nikona D850, czyli mówimy tu o absolutnym topie pod względem jakości, na marginesie warto zajrzeć do Sama choćby dla wyjątkowych zdjęć.

Tak, Leica M10 poza ceną ma jeszcze słabe strony. Najwięcej mówi się o pięknym pokrętle do ustawiania ISO, które leży w złym miejscu i które niewygodnie się obsługuje. Szału nie ma też z długością działania baterii.

Ważne: żadna Leica nie ma dobrego stosunku jakość/cena. Ktoś, kto po prostu szuka najlepszego możliwego aparatu do streetu, wybierając Leikę M10 z pewnością się nie zawiedzie.

Cena za radość fotografowania Leiką M10 – 31 000 pln. Za sam korpus.

Leica Q (Typ 116)

Jeden z najpopularniejszych aparatów legendarnej marki. Choć ktoś, kto kupuje Leicę rzadko kieruje się ceną, to jednak nie da się nie zauważyć, że właśnie kompakt Leica Q ma dość przystępną cenę (obecnie ok. 17 000 za aparat z obiektywem).

Leica Q miała przebić Sony RX1 i RX1R i wg wielu recenzentów to się w pełni udało. Między innymi ze względu na świetny elektroniczny wizjer, ekran dotykowy, doskonały LCD.

Co jeszcze dostajemy od słynnego producenta:

  • świetny obiektyw Leica Summilux 28 mm f/1.7 ASPH
  • jak zwykle doskonałą ergonomię, aparat się dobrze trzyma, mimo braku konkretnego uchwytu
  • dużą szybkość i wygodę pracy
  • bardzo udany system AF (oparty wyłącznie na detekcji kontrastu)
  • klasyczną skalę odległości i znaną choćby z aparatów Fuji funkcję focus peaking, które niezmiernie ułatwiają manualne ostrzenie
  • stabilizację obrazu (dzięki czemu zdjęcia na czasie 1/10 sek. wychodzą ostro bez problemu).
  • świetną baterię (na ok. 600 zdjęć)
  • możliwe ustawienie czasu 1/16000, czyli robimy zdjęcia w pełnym słońcu, na pełnej dziurze

Aparat niestety nie jest uszczelniany. Waży 640g, czyli tylko 150g więcej od Fuji x100f.

Korciło mnie, że wrzucić jeszcze parę zdań na temat walorów świetnej Leiki SL, ale wg mnie te 640-660 g Leiki Q i Leiki M to wartości graniczne dla aparatów ulicznych, a SL waży już tyle co mała lustrzanka (ok. 850 g).

Tańsze alternatywy z rodziny Leiki

Leica M8

Oksymoron, czyli budżetowa Leica dla szarego człowieka. Używane są dostępne za ok. 1500 dolarów. Wg francuskiego streetowca i blogera Yanidela trzeba kupować ostrożnie (najlepiej u poważnego sprzedawcy dającego jakąś gwarancję), bo w tym modelu trafiały się problemy z migawką, hot pikselami. Leica ta też wymaga filtra UV-IR ze względu na magentowe przebarwienia klatki B&W („wrodzona nadwrażliwość” na promienie podczerwone).

Z wad typowych: Leica M8 to naprawdę stary aparat, więc ma przyjemne kolory tylko do ISO 400, lepiej jest z B&W (ok. do 2500 ISO). Szału jak na obecne czasy oczywiście nie robi wyświetlacz LCD i bufor, który się wypełnia już po kilku zdjęciach seryjnych.

Są też zalety:

  • unikalny kadr (crop APS-H 1.33x) dający przy 35 mm odpowiednik ogniskowej 46 mm
  • 10 MP matryca Kodaka CCD, która wg wielu użytkowników zapewnia wyjątkowy, „filmowy”, „analogowy” wygląd czarno-białych zdjęć Leiki M8.
  • sensowna waga 545 g (bez baterii)
  • możliwość eksperymentowania z fotografią IR
  • najkrótszy czas migawki 1/8000 sek.

Leica M9

Aparat z 2009 roku. Wady związane z szumem, starym LCD jak i małym buforem pamięci dzieli ze swoją poprzedniczką. Dzieli też ważną zaletę: ma odpowiadającą za świetny czarno-biały obrazek 18,5 MP kodakową matrycę CCD. Leica M9 jest dostępna z drugiej ręki za ok. 2500 $.

Cechy wyróżniające Leiki M9:

  • pełnoklatkowa matryca CCD
  • podobnie jak M8 to jest nadal aparat na dzień, szumy są już widoczne przy ISO 1000, obrazek na bazowym ISO prezentuje się świetnie
  • Leica M9 ma czasem problem z korozją matrycy (Leica wymienia matrycę za darmo w serwisie, ale jest to niedogodność)

Leica M240

Z roku 2013. Używana dostępna obecnie za ok. 4000 dolarów. Zdecydowanie szybsza, bardziej responsywna niż M8, M9, dużo bardziej cicha migawka. Matryca CMOS 24 MP i tryb live view.

Do budżetowej używanej Leiki możemy dokupić też budżetowy obiektyw Leica 35mm f/2.4 Summarit za jedyne 2000 $ lub jeśli chcemy naprawdę niedrogo i jesteśmy skłonni odpuścić sobie szkło Leiki – Voigtlander 35mm f/2.5 za ok. 450 $.

Podsumowanie

Ten przewodnik jest rodzajem subiektywnego drogowskazu. Pominąłem wiele ważnych marek i modeli. Kierowałem się silnym wewnętrznym przekonaniem, że właśnie aparaty 3 firm: Sony, Fuji i Leiki najlepiej sprawdzają się w ramach fotografii ulicznej, ale też podróżniczej. Odpowiada mi ich filozofia wg której tworzą kolejne cuda, a także rozsądne połączenie estetycznego wyglądu z funkcjonalnością, komfortem użytkowania, solidną budową i jakością. Ilość topowych modeli wyprodukowanych przez tych producentów mówi sama za siebie. Najbliższa przyszłość należy do nich.

 

Pokaż komentarze

No Responses Yet