11

Pannonica Folk Festival 2019

Drodzy Pannoniczanie! Mam do wykonania poważne zadanie, ale zabieram się do niego jak pies do jeża. Mam naskrobać relację z drugiej swojej Pannoniki, a jak mawiał Casanova: o wiele trudniej jest zrobić coś dobrze drugi raz.

Ci, którzy jeszcze na Pannonice nie byli, powinni koniecznie zajrzeć do mojej ubiegłorocznej relacji, która znacznie ułatwi Wasz pobyt na festiwalu w Barcicach. Opisałem tam wszystko, czego potrzebujecie na ten pierwszy raz.

Ten wpis stanowi niewielki update, specjalnie dla Was popełniłem parę katastrofalnych pomyłek, żeby Wasza Pannonica wyglądała idealnie (żart rasy brytyjskiej). Przede wszystkim jednak skupię się na luźnych, pojedynczych wrażeniach i przyszłości festiwalu.

Aha, ważny temat – Pannonica a sprawa (mało) polska. Czy ludzie decydujący o wysokości i jakości wsparcia z budżetu czytają gazety? Pannonica ma opinię jednego z najciekawszych w Europie festiwali folkowych, oceniający brali pod uwagę zarówno zapraszanych wykonawców jak i opinie uczestników. Ta nadzwyczajna wartość, stworzona dzięki pomysłowości i uporowi niewielkiej liczby ludzi jest całkowicie ignorowana przez decydentów przyznających wsparcie z budżetu. Dzielni organizatorzy radzą sobie świetnie sami, ale moim zdaniem – najwyższy czas na uderzenie się w piersi i wsparcie Pannoniki co najmniej tak mocne, jakie dostawały choćby festiwale: Etnokraków, Festiwal Tańców Dworskich czy Sacrum Profanum.

W tym roku zdecydowałem się na dojazd autokarem z popularnej firmy Szwagropol i to jest moim zdaniem obecnie najlepszy środek transportu na festiwal. Wystartowałem ponownie z Krakowa, więc do dyspozycji miałem wiele kursów, czas przejazdu to zaledwie 2 godziny z maleńkim okładem. Szwagropol ma swoje zasady, warto więc być przynajmniej kwadrans przed odjazdem, bo pan kierowca od pewnego momentu wpuszcza do autobusu ludzi „jak leci”, czyli ci, którzy zrobili rezerwację przez internet wcześniej – nie mają już pierwszeństwa, bo jest jedna kolejka. W moim busie 20 osób jechało niestety na stojąco … Na niektórych twarzach było wyraźnie wydrążone cierpienie, warto więc uczyć się na (cudzych) błędach. Wtargnąwszy cudem na jedno z ostatnich miejsc, rozgościłem się tuż koło starszej pani, pachnącej historyczną nutą lawendy. To miejsce chyba specjalnie na mnie czekało, żebym mógł przeżyć déjà vu, bo przecież w 2018 też były starsze panie i iście włoskie upały.

A propos Italii … Czym się różnię od innych wariatów zapełniających kulę ziemską? Mam swoje odloty, nie ukrywam. Oto odlot nr 1:  ciekaw jestem, czy wśród festiwalowiczów jest drugi taki, który podobnie jak ja jest skłonny przejść parę km z ciężkim torbami, tylko po to, by spróbować najbardziej chwalonej w Google nowosądeckiej pizzy? Pizzeria Vesuvio z prawdziwym Włochem, pracującym tu pewnie dlatego, bo Nowy Sącz to polskie miasto położone najbliżej ukochanej Italii. Położona w dzielnicy willowej, nieco na uboczu, na pewno nie rzuca się w oczy. Zarówno samo miejsce jak i pizza są nieco zaskakujące, bo knajpka wygląda jak rodzinny bar, w którym (przynajmniej koło 13-tej) nie ma klientów, obsługa z nudów pali faję za fają (których zapach prawie ląduje na moim talerzu), a włoski kucharz ogląda filmy w smartfonie. Sama pizza formaggi jest jednak ok., nieco lepsza niż w znanych sieciówkach, z autorskim wkładem w postaci stopionych oscypków.

pizzeria vesuvio nowy sącz na zewnątrzna

Najedzony, idę powoli po rozgrzanym chodniku. Całe miasto jest mocno obite plakatami,  z których spoglądają na mnie smutno panowie z jednej tylko politycznej opcji, dla których Pannonica musi być trudna do rozgryzienia, bo i rodzina się tam ma dobrze i kolorowe lewactwo fruwa szczęśliwe.

plakat-wyborczy-lukasz-wicher

Wracając do upałów, pogoda jest ponoć specjalnie zamawiana przez organizatorów Pannoniki i od lat gwarantuje świetny koniec lata w Barcicach. W tym roku, wśród rozlewającej się po nowosądeckim żarowej lawy znalazł się jeden podwójny agent delegowany przez gromowładnego Zeusa, który dał o sobie znać w piątek, ale do tego jeszcze wrócę …

Tuż przed festiwalem, pobiłem rekord świata w ilości odwołanych rezerwacji. Mimi, nasza dzielna kotka cukrzycowa, dostała nagłego zapalenia trzustki, co zmusiło mnie do odwołania rezerwacji żony i zmiany kilku noclegów. Czy wiecie, że istnieje coś takiego jak „klątwa Cudka”? Jak tylko wspomnę gdzieś publicznie o miejscu nocowania, to w kolejnym roku nie mogę już tam pojechać, bo wszystkie miejsca są zarezerwowane! Tak więc, tym razem już nie zaryzykuję, wiedzcie jedno – miejsce jest świetne, położone blisko dworca w Nowym Sączu, czyste, komfortowe, sklepy blisko. Wrócę tam na pewno.

Wygodne pokoje Nowy Sącz

Dojeżdżam do Barcic jak zwykle pociągiem za jedyne 3,50 pln, a tam pierwsze co mi się rzuca w oczy, to trzech panów na moście, nie licząc psa.

w drodze na festiwal Pannonica Trzej panowie nie licząc psa na moście w Barcicach nad Popradem

Jest jeden powód dla którego na Pannonice trzeba być koniecznie. Praktycznie wszystkie występujące tam zespoły wyglądają znacznie lepiej na żywo niż podczas domowego odsłuchu muzyki z płyty. Moim przekleństwem była konieczność powrotu już po drugim dniu festiwalu. Byłem po bardzo udanych występach Luiku, Adam Struga i Kočani Orkestar, a przecież idę o zakład, że koncerty Bory Dugicia i Bulgarian Voices Angelites były jeszcze lepsze.

Pannonica zaczęła jak zwykle z wysokiego C: bardzo porządny występ Bum Bum Orkestar i jeszcze półeczkę wyżej – Bisserov Sisters. Zdjęcia sióstr i ich muzyków poniżej:

Ostatnie przygotowania muzykow akompaniujacych Bisserov Sisters muzycy towarzyszacy Bisserov Sisters z Bulgariio Bisserov Sisters i ich ekipa Bisserov Sisters na scenie Bisserov podczas koncertu na festiwalu pannonica Pannonica 2019 i publicznosc Bisserov na Pannonice

Te miłe dziewczyny to czekające na swój występ Luiku Folk Ladies, czyli chórzystki śpiewające w ukraińskim zespole Luiku.

A to wielce zadowolone po udanym koncercie siostry Bisserov:

Bisserov Sisters po swoim koncercie na Pannonica Folk Festival 2019

zdjecie grupowe zespolu Bisserov Sters group photo Bisserov Sisters bts Bisserov Sisters

Luiku to projekt bardzo przemyślany. Mieści w sobie starannie wyelekcjonowane składniki z różnych muzycznych światów. Tabla, chórki (doskonałe!), elektronika, balkan disco, mocne ukraińskie i bałkańskie akcenty. Bardzo wyrazisty frontman i kapitalny kontakt z publiką. Czyli jest bałkańsko, ale zarazem jest też wystarczająco nieszablonowo, rytmicznie, tanecznie i nowocześnie by podobnie jak zbliżony brzmieniowo Shantel zdobywać serca publiki na sporych festiwalach. Dla mnie to był najlepszy koncert pierwszych dwóch dni w Barcicach, a jestem pewny, że gdyby na Pannonice wręczano nagrodę publiczności, to kilkakrotnie bisujący zespół Luiku zdobyłby ją w cuglach. Nawiasem mówiąc, Dmytro Cyperdiuk już w latach 80-tych miał kontakt z polską muzyką, właśnie słuchając Polskiego Radia usłyszał Franka Kimono, co zaowocowało kontaktem z twórcą muzyki Andrzejem Korzyńskim i coverem utworu „Pola Monola”.
Luiku frotman

Luiku w ukrainskich barwach

dęciaki luiku

koncert zespolu Luiku podczas Pannoniki 2019

Pannonika 2019 - koncert Luiku

Luiku live Pannonica 2019

Luiku na Pannonice

Luiku Folk Ladies

Luiku ukrainian folk ladies

Luiku live performance Barcice

Na koncert Kočani Orkestar nie trzeba było stałych bywalców festiwalu specjalnie namawiać. Muzycy z Macedonii Północnej zaprezentowali swoje ogólnie znane walory, Ajnur Azizov wokalnie szalał, muzycy poczuli też chyba szybko puls Pannoniki, bo chętnie integrowali się z widzami, czego finalnym, mocnym akcentem była ich gučo-parada przez całą festiwalową wioskę wprost na słynną czwartkową bałkańską balangę – GuczoDisko.

Kocani north macedonia

kocani orkestar leader

Kocani orkestar pannonica folk festival 2019 Barcice

Kocani brass portrait

singer from Kocani

kocani orkestar Pannonica performance

kocani pannonica barcice

brass power kocani

kocani pannonica folk fest

kocani-po-koncercie

kocani-orkestar-zdjecie-po-wystepie-na-pannonice

Każdy piękny dzień się kiedyś kończy …

Tak, tak, to ja, po „spacerku” z Nowego Sącza, jeszcze o tym napiszę.

Na Pannonice nie ma występów rozczarowujących. Każdy wykonawca ma w line-upie konkretne przeznaczenie. Od rozgrzewaczy grających bezpieczny, popularny miks hitów i typowo bałkańskich melodii jak Bum Bum Orkestar, po oferujących bardziej osobiste i duchowe przeżycia – Bisserov Sisters (współpracujących kiedyś z Kate Bush) czy Adama Struga, który ze swoim rozszerzonym bandem „pozamiatał” przed koncertem Gorana Bregovicia. Dla samego Gorana granie tuż po Strugu mogłoby być trudne, gdyby nie to, że ci artyści reprezentują zupełnie skrajne podejścia do folku i do muzyki w ogóle. Bregovič, zaproszony jako gwiazda i kapryśna primadonna w spodniach, doskonale odegrał swoją rolę, serwując sporo już wyblakłych hitów w nieco odświeżonych wykonaniach.

Adam Strug z zespołem:

strug live pannonica zespol adama struga podczas Pannoniki

Bregovič … postać niejednoznaczna, mimo znacznego obniżenia lotów nadal na tyle atrakcyjna, że nie ma problemów z bukowaniem koncertów, mimo niełatwego, kapryśnego charakteru. Poświęcę mu zdecydowanie więcej miejsca niż innym, mimo, że jego występ podczas Pannoniki był mocno przeciętny, szczególnie w odniesieniu do triumfalnych pochodów prżez Polskę w latach 90-tych, zarówno z Kayah jak i jeszcze grubo przed sformowaniem duetu. Sprowadzenie bowiem Bregovicia idealnie koreluje z gwałtownym przyrostem publiki na Pannonice. Oczywiście, powodów takiego najazdu na Barcice jest przynajmniej kilka, ale jednym z nich, istotnym, był piątkowy koncert Gorana, który co tu dużo mówić, w Polsce nadal jest bardzo znany. Może nie wyprzeda biletów tak gwałtownie jak Podsiadło czy Kortez, ale jednak nieco naruszył równowagę pannonicznego ekosystemu, tworząc tłum nie widziany od … początku.

Bregovic band 2019 Barcice
Tak, ta pani uśmiechała się wyłącznie do mnie.

Były muzyk Bijelo Dugme ma od dawna zasłużony status gwiazdy, bo przy wszystkich wątpliwościach dotyczących jego kariery (budowanie kariery w oparciu o tzw. „wspólne dobro” – utwory napisane przez innych muzyków, zatargi z Kayah, czy podejrzany występ na ukradzionym przez Putina Krymie) jest to jednak postać światowego formatu. Bregović wyczuł koniunkturę, wiedział z kim współpracować, czym różni się w końcu muzyka z jego płyt od słynnych afrykańskich zapożyczeń Petera Gabriela, Talking Heads, Briana Eno, zabawy samplami Malcolma McLarena, tysięcy raperów, producentów i didżejów, czy patrząc bliżej – Grzegorza z Ciechowa?

Bregovic music band 2019

O koncercie na Krymie miał powiedzieć m.in., że „występ w tym miejscu jest dla niego wielkim zaszczytem” i że „my, na Bałkanach, zawsze czujemy wielkość idącą ze wschodu, z Rosji. Moim zdaniem Zachód od zawsze ma paranoję na tym tle”. A propos paranoi, nie dajmy się zwariować, jakiś czas temu świetny, ale też już dość wiekowy i od zawsze kontrowersyjny recenzent muzyczny Antoni Piekut dopatrzył się w nagraniu ekipy Fisz Emade Tworzywo”Wojna” plagiatu z … kawałka „Swamp” Talking Heads. Z drugiej strony, sprawa przynajmniej jednego plagiatu Bregovicia jest ewidentna.

Blisko 70-letni, jak sam o sobie mówi -„jugofil”, nie tak dawno temu odnowił znajomość z Kayah, z którą już prawdopodobnie uregulował rachunki (zaległość za polski tekst do hitu „Prawy do lewego” – tak, tego samego, który Bregovič „pożyczył” od kolegi, co skutkowało procesem sądowym), nagrali kolejny wspólny utwór, pojawiła się następna trasa koncertowa, jesienią mają wystąpić w Krakowie.

Występ Bregovicia na Pannonice wisiał na włosku, bo zgodnie zresztą z prognozami, po dotkliwych upałach, rozpętała się konkretna burza, a wiecie doskonale jak bardzo różni się takie burzowe „experience” na wsi, w szczerym polu, od burzy w city. Pioruny ciskane przez Zeusa w niewinną wioskę, spowodowały masową ewakuację z namiotów w kierunku solidniejszych drewnianych budynków w Osadzie w Odnożynie. W pewnym momencie w barze wywaliło bezpiecznik i zapadła grobowa ciemność. Paliły się tylko zapalone przez obsługę świeczki, resztę doświecały smartfony, którymi bawiły się duże i małe dzieci do upadłego. Ktoś zaczął całkiem fajnie grać i śpiewać, skrzypce, gitara, dziewczęcy głos i dęciak, zrobił się niesamowity klimat, rodem z bieszczadzkich szlaków i festiwali. I te pojedyncze punkciki światła. Wiedziałem, że w tak nieprawdopodobnym świetle trzeba uruchomić aparat, inna sprawa, że na zewnątrz cały czas padało i nie zapowiadało się na szybką i dobrą zmianę.

w icemnosciach Pannonica 2019

I pomyśleć, że wcześniej słońce paliło kapelusz …

ludzie plywajacy w Popradzie w Barcicach Pasaż handlowy Pannonica Pies skaczący na Pannonice

Niektórzy z Was pewnie dobrze kojarzą ten duet stałych bywalców Pannoniki. Zdjęcie sprzed roku:

Z małymi korektami, wszystko jednak ruszyło, cały czas kapało, ale już nie było strug, był za to Adam Strug z bandem, dał ciepły, rasowy występ, idealny na powrót do życia po deszczu.

Pannonica Barcice wystęep Adama Struga

Sobota była dla mnie dniem bólu, bo musiałem wracać do Krakowa ze świadomością, że najbliższe refleksyjnej stronie mojej duszy koncerty miały mieć miejsce właśnie w ostatni dzień festiwalu. Jak było w sobotę? Mam nadzieję, że napiszecie mi w komentarzach!

Dziękując organizatorom po raz kolejny za przyznaną akredytację, chciałbym jak zwykle podzielić się refleksjami o przyszłości Pannoniki. Przyznaję, podczas tegorocznego festiwalu miałem kilka dziwnych myśli. Pannonica kojarzyła mi się do tej pory z w miarę swobodnym poruszaniem się wśród publiczności. Podczas VII edycji festiwalu było to już niestety trudniejsze lub wręcz niemożliwe (podczas koncertu Bregovicia, kiedy tłum zgęstniał). Widziałem też nieco więcej niż zwykle zbyt mocno podchmielonych osobników, co moim zdaniem wynika właśnie z zaburzenia złotych proporcji z poprzednich lat. W tym roku ponoć festiwal odwiedziło 20 tysięcy osób, w tym blisko 10 tysięcy wykupiło 3-dniowe karnety. Niewątpliwie nadszedł moment, w którym trzeba będzie podjąć pewne decyzje, organizatorzy Pannoniki byli tego zresztą świadomi już przed festiwalem.

Zakładając, że poziom organizacyjny nie spadnie, można śmiało zakładać, że przyrost liczby widzów jest pewny. W tym roku było też prawdopodobnie znacznie więcej osób spoza Polski. Co robić? Czy festiwal ma szanse na „zmieszczenie się” w ciasnawych już Barcicach? Czy idzie w dobrym kierunku, czy raczej warto pomyśleć o zmianach?

Odpowiedzi możemy szukać wspominając zeszłoroczną Pannonikę, kiedy to było już momentami ciasnawo, ale jeszcze mieściło się w moim wyobrażeniu idealnego festiwalu.

Widzę dwie drogi:
– utrzymanie dotychczasowej formuły z lekkim zmniejszeniem liczby widzów
– zmiany, zmiany, zmiany: zmiana formuły festiwalu i rozszerzenie jej na kolejne odnogi folkowego światka, chętne zobaczyłbym artystów z północy i wschodu Europy, mistrzów tabli (Hussain) czy douduk (Djivan Gasparyan). Ten sielski klimat festiwalu, chcąc nie chcąc, idealnie wręcz się łączy z polskim folkiem i … tzw. Krainą Łagodności. Oczywiście, wiązałoby się to pewnie ze zwiększeniem festiwalu, zmianą miejsca, itd.

Wydaje mi się, że teraz dzieje się wręcz za dużo i za szybko.

Jak wyglądałby ta moja Pannonica marzeń?

  • Ok. 5-6 tysięcy sprzedanych karnetów
  • Festiwal taki jak do tej pory lub w przypadku wyjścia poza Bałkany, Romów i Karpaty – jeden calutki dzień poświęcony wyłącznie muzyce bałkańskiej.
  • Koncerty niekoniecznie codziennie o tej samej porze, a czwartek mógłby w ogóle być bez koncertów lub z mniejszą ich liczbą, tak aby GuczoDisko mogło się zacząć o 21 lub 22-tej jako prawdziwie integracyjna impreza, w której mogłyby jeszcze wziąć udział dzieci, z jakimś profesjonalnym pokazem tańca, krótką lekcją tańca bałkańskiego, z zakończeniem o rozsądnej porze. Na Guczo mógłby też się stale odbywać konkurs taneczny, zwycięzcy byliby wybierani przez aklamację lub przez jakieś jury, z nagrodami od organizatorów lub kogoś ze strefy gastro (talony na kawę, langosze itd.)

Podejrzewam, że o 22ej byłoby też łatwiej zaangażować muzyków do wspólnej zabawy czy też jakiegoś jam session na GuczoDisko. Marzę o winach prosto z Tokaju i kolejnych udanych ucieczkach gastronomicznych od burgerów i rożna.

Widzę tu miejsce na konkursy dla publiczności na najlepsze zdjęcie, relację, live z festiwalu. W końcu Instagram istnieje prawie na pewno 🙂

Jestem przekonany, że zakończony już, organizowany pod „szczęśliwą siódemką” festiwal w Barcicach był przełomowy i że przez najbliższe lata Pannonica utrzyma właściwy kurs, bo jak już pisałem w poprzednim, zeszłorocznym odcinku – wiem, że organizatorom można zaufać. Pannonica nadal jest kapitalnym przeżyciem, wierzę, że będzie jeszcze lepiej!

Niedawno trafiłem na bardzo interesującą wypowiedź na temat prawa Kopernika-Greshama m.in w odniesieniu do seriali telewizyjnych. Pieniądz gorszy wypiera lepszy, a wszystko się psuje. Pesymistyczna myśl, ale jak popatrzę na dwa seriale na które ostatnio spoglądałem: ukraińska Isaura, czyli „Zniewolona” i słynna „Ośmiornica”, to choć filmy są z różnych filmowych epok i półek,to widać jak na dłoni, że autor felietonu Konrad Świrski ma rację. Polski sukces „Zniewolonej” łatwo wytłumaczyć: porządne aktorstwo, dobre zdjęcia, świetne oświetlenie, kostiumy – krótko mówiąc: mnóstwo jakości i włożonej pracy, i mimo „krokodylowej”, turecko-wenezuelskiej konwencji jest to idealny przykład symbolicznego „lepszego pieniądza”. Oczywiście wybitna „Ośmiornica”, z muzyką Morricone, śmietanką najlepszych włoskich aktorów i obłędną ekipą realizatorską, jest kolejnym przykładem tej jakości i wysiłku. Jak to odnieść do wielu polskich seriali, w których grają dziesiątki amatorów? Jest taniej, ale ” o dziwo” 😉 nie jest lepiej, bo być nie może. Pytam czasem żartobliwie moją mamę, jak jej się udało zrobić coś tak pysznego na obiad? Odpowiedź jest zawsze ta sama, mama pokazuje na serce, mruży jedno oko i mówi: „bo to jest robione z pasją”. Pannoniko, trwaj!

To jest idealny moment na odlot nr 2.
Pewnie nie zdajecie sobie sprawy z tego, że podczas festiwalu mijał Was wielokrotnie człek szalony. Ciekaw jestem festiwalowiczów wszystkich edycji Pannoniki jest choć jedna taka osoba, która podobnie jak ja, postanowiła, ni z gruszki ni z pietruszki, wrócić po koncertach do domu piechotą? Dodam jeszcze, że tzw. dom, czyli wynajęty pokój znajdował się w Nowym Sączu, zrobiłem więc ze sporym obciążeniem jakieś 15 km, ciemną, głuchą nocą, idąc poboczem, mijany od czasu do czasu przez pędzące samochody. Nie wiem do tej pory, dlaczego to zrobiłem. Wiem natomiast jak bolą stopy po takim spacerze. Do zobaczenia za rok!

Pokaż komentarze

No Responses Yet