47

Pannonica Folk Festival dla początkujących i zaawansowanych

Moją opowieść o Pannonice postanowiłem podzielić na dwie części. Pierwsza jest dla tych, którzy na festiwalu w Barcicach jeszcze nie byli. Tych, którzy już Pannonikę znają, zapraszam od razu do podsumowania.

Zacznę jednak od apelu:

Kup karnet (jak najwcześniej, by jak najmniej zapłacić), pojedź na Pannonikę i baw się co najmniej tak dobrze, jak ja się bawiłem!
Do zobaczenia w przyszłym roku 🙂

Obejrzyj reportaż z Pannoniki, „Od kościoła do Las Vegas!”:
Słoneczniki w Barcicach Siano na Pannonice Ojciec podrzucający dziecko chłopie,c pies z zabawką w zębach, tipi i pan z pistoletem-zabawką Budka z jedzeniem wege na Pannonice Podczas strzyżenia czarnego barana Muzyk po koncercie na Pannonice koncert festiwalowy Pannonica 2018 dziecko na koncercie pannonica folk festival 2018 Guczodisko czyli tradycyjna dyskoteka bałkańska na Pannonice Pannonica 2018 bańki mydlane i dzieci koniec lata w Barcicach festiwal Pannonica dziewczynka z kulkami Pannonica Tipi i wielki leżak na który wspinają się chłopcy Dzieci na Popradzie Akordeonista i siano rzucanie siankiem w Barcicach zabawa w rzucanie sianem Pannonica Folk Festival 2018 Leśne lLcho fireshow taniec na Pannonice 2018 Wojciech Knapik i jego pomocnicy Ośrodek rekreacyjno wypoczynkowy Las Vegas w Barcicach koło Nowego Sącza

Pannonica dla początkujących

Dojazd i spanie

„Słońce, na południe jedziemy” – mruknęła rześka osiemdziesięciolatka.

O tym, że miała rację świadczyły też iście włoskie uniesienia jej o kilkanaście lat młodszej koleżanki, która chyba zagięła na mnie parol, o czym miała świadczyć nucona wciąż przez nią mantra „przygoda w pociągu” i seryjnie podejmowane próby wbicia się oczami w mój nieco wystraszony wzrok.

Zaczęło się wszystko w Krakowie, gdzie oprócz mnie do pociągu wcale nie „byle jakiego” wsiadło ok. 150 emerytów, szybko wypełniając niewielki pociąg regionalny. Energiczni starsi panowie, rozmowne panie – wszyscy jechali do Krynicy na kilkudniowy rajd.

Zgrane towarzystwo, widać było, że spędzają czas najaktywniej jak się da. Uradowali się niezmiernie prezentem od Małopolskich Kolei, w postaci dziesiątek torebek wypełnionych materiałami reklamowymi, długopisami, ołówkami, kredkami.

„Sunie jak po wodzie” – ponownie skomentowała miła starsza pani, mając na myśli pozbawioną tradycyjnego stukotu jazdę nowoczesnego pociągu. Emeryci pogodnie znosili czterogodzinną podróż do Krynicy, podczas gdy ja nie mogłem się już doczekać pierwszej wizyty w dawnym nowosądeckim.

Festiwalowicze biorący udział w Pannonice nocują najczęściej na 3 sposoby:

  • noclegi w hotelach i prywatnych kwaterach w okolicach (Barcice, Nowy Sącz, Stary Sącz, Rytro itd.)
  • w namiotach na terenie festiwalu i wybranych kwater
  • w kamperach

Spanie w obozowisku pozwala na pewno najlepiej poczuć puls festiwalu, jednak z uwagi na wieziony ze sobą sprzęt postanowiłem wybrać nocleg w Nowym Sączu. Wyszarpałem jedno z ostatnich dostępnych miejsc (dwa tygodnie przed festiwalem trudno o spanie nie tylko w Barcicach, ale też gdziekolwiek w pobliżu) i zadowolony rozłożyłem swoje zabawki w Keisie, mającym dobre opinie pensjonacie dzielącym przestrzeń ze szkołą języka angielskiego.

Czysto, schludnie, bardzo cicho (jak się później okaże, nie do końca). Na moje skromne potrzeby, wręcz komfortowo:

  • naczynia, których nie musisz zmywać (bo możesz zostawić brudne i tajemnicza zmywarka sama je umyje)
  • gotowanie na korytarzu 5 metrów od pokoju, elektroniczna kuchenka w postaci niewielkiej, zgrabnej płyty, wszystkie potrzebne naczynia, lodówka, no po prostu bomba!
  • w pokoju czajnik, tv (którego nawet nie włączyłem), szklanka, herbata w torebkach i nawet otwieracz do piwa (!)

Wszystkim pragnącym odrobiny komfortu po intensywnym życiu na Pannonice mogę szczerze polecić ten sposób nocowania. Z Keisy miałem ok. 20 min. spacerkiem do dworca PKP, skąd w ciągu kilkunastu minut mogłem dojechać do Barcic pociągiem. I to w tym roku był chyba najpewniejszy sposób na sprawny dojazd, biorąc pod uwagę korki na ul.Węgierskiej.

W Barcicach dochodziłem na teren festiwalu w kolejny kwadrans, mijając oczywiście zgodnie z instrukcją słynne „Welcome to Las Vegas”. W ogóle gorąco zachęcam do zaglądania na stronę festiwalową, gdzie kwestie trasy, dojazdu, wytłumaczone są tak, że nawet ja dałem radę to ogarnąć.

Dochodzimy do punktu info i wreszcie możemy zamienić się ze zwykłego przechodnia w kogoś o statusie nieporównanie wyższym – pełnoprawnego uczestnika Pannoniki. Pokazujemy ekobilet, dostajemy opaskę i voila!

Tuż obok wręczalni opasek, jest punkt w którym można i wręcz należy kupić festiwalową koszulkę. Warto, bo ma przyjemny design, nie jest droga (40 pln w tym roku) i kupując ją wspieramy organizację tego i kolejnych festiwali. Aha, były też pannoniczne bandany.

Co rzuciło się w oczy świeżakowi?

Przez pierwsze dwa dni dzieci nie mogą oderwać się od siana.  Zabawa polega na nurzaniu się w sianie, rzucanie sianem, otrzepywaniu się z siana, pisku, bieganiu z sianem i skokach + lądowaniu na sianie. Patrzyłem i patrzyłem, nie mogąc w to uwierzyć. A przecież podobną nieujarzmioną radość widuję na krakowskim rynku, gdzie dzieci (niektóre codziennie!) latają wokół baniek mydlanych. Fenomen i jest to jednak cudowne, zazdroszczę maluchom 🙂

dzieci w sianie na Pannonice

Jeśli chodzi o modę, często widziałem piżamo-spodnie na nogach panów i  wianki na włosach pań, zarówno sztuczne jak i naturalne. Generalnie panuje tu wielki luz, jednak bez plażowej golizny. Gdybym miał na siłę określić styl najczęściej występujący na terenie festiwalu, nazwałbym go hippie-folk.

Jedzenie i rozrywki

Głodni z pewnością nie będziemy. Dla każdego coś miłego. Są jadłodajnie, budki, grille. W tym roku znalazłem po dwa punkty dedykowane wyłącznie kawie i lemoniadzie/sokom. Sporo produktów regionalnych, do popicia jasny i ciemny Budweiser, yerba, gruzińskie wina i serbskie trunki.

Dochodzą kramy z oryginalną odzieżą, rękodziełem.

Dla niespokojnych: jest straż pożarna, punkt medyczny, sporo ochrony. Wracając wieczorem do Barcic można się też łatwo natknąć na wóz policyjny.

Nic, tylko się bawić.

Można też się kąpać w Popradzie, jechać na wycieczkę do Słowacji lub płynąć pontonem po rzece. Albo brać udział w warsztatach, których jest na Pannonice od groma. Albo po prostu się relaksować.

Łatwo też trafić na jakiś mniejszy występ czy performance: dziecięcej kapeli, zawodowego puszczacza baniek czy też połykaczy ognia (choć sprowadzenie fascynujących występów Leśnego Licha do wcinania płomieni byłoby stanowczo zbyt dużym uproszczeniem).

występ dzieci w góralskich strojach

Obejrzyj zdjęcia z fireshow Leśnego Licha:

Tańcząca z ogniami Ogień na Pannonice - pokaz grupy Leśne Licho Pannonica fireshow Leśne Licho ogniowe show Występ LKeśnego Licha podczas Pannoniki Leśne Licho na festiwalu Pannonica 2018 Zespół Leśne Licho taniec i ogień Pokaz Ognowy podobał się publice na Pannonice Zdjęcie grupy Leśne Licho podczas fireshow Piękny pokaz Leśnego Licha podczas Pannonica FOolk Festival Leśne Licho po zakńczonym show

Czyli akurat tym razem książkę możesz spokojnie zostawić w domu. Jest z kim rozmawiać, bodźców mnóstwo, a jeszcze nie ruszyłem na poważnie tematu muzyki. Zdążyłem jednak zauważyć, że muzyka pannoniczna absolutnie nie przeszkadza niektórym w czytaniu (tak, ludzie Pannoniki czytają (!) i to nawet książki. Czyli na Pannonice jest ta lepsza część Polski). Czytać można też na dachu wozu strażackiego.

GuczoDisko

Nie jesteś łosiem, więc przyjeżdżasz już w czwartek. Akumulatory naładowane, pierwsze koncerty są obłędne, ale oczywiście nie masz jeszcze dosyć, bo wszystko takie zupełnie inne niż gdzie indziej, tyle się dzieje. Musisz więc iść na GuczoDisko.

W tym roku dj [Dj Woj] zaczął dobrze przed północą i już po chwili miał pełny parkiet, bo nikt tu się nie czai, a muza jest stworzona do radosnych pląsów. Przyglądałem się i przysłuchiwałem z rosnącym podziwem, by po chwili ze zdumieniem zauważyć, że dęciaki z płyty zastąpiło coś, co brzmiało zupełnie jak muzyka na koncercie. I widzę nagle chłopaków z Fanfare Transilvania wplecionych w taneczny tłum, grających na żywca do szalejącego już tłumu na parkiecie.

fanfare transilvania na guczodisko na festiwalu pannonica

Koncerty

pannonica festival - realizator dźwięku

Zaczynają się zwykle koło 18-tej, ale muzyka towarzyszy nam właściwie cały dzień, bo wcześniej odbywają się próby, a z drugiej, tzw. małej sceny leci muzyka z taśmy cd kompa.

Pannonica 2018 to 4 koncerty dziennie, zwykle aż do północy, przez bite 3 dni, więc wskazany jest wcześniej obóz kondycyjny. Strefa gastro jest położona jednak tak blisko sceny głównej, że można świetnie łączyć przyjemne z pożytecznym.

Nawiasem mówiąc, widok dzieci szalejących wieczorem w sianie, na tle kolejek do kramików
z jedzeniem, wznoszonych toastów i dymu z grilla jest nie do zapomnienia.

Pannonica w Barcicach - siano, dzieci, zabawa

Sami artyści czują się tu zresztą doskonale, bo dzień po swoim koncercie chłopaki z bandu Marko Markovicia przechadzali się z piwkiem w ręku po wiosce festiwalowej, lądując wieczorem na koncercie BGKO, gdzie wesoło bawili się pod sceną z pannonicznymi wolontariuszami.

Po występach

Po koncertach życie wcale tak szybko nie zamiera. Nadal sporo ludzi spaceruje, je, pije, wymienia poglądy. Od czasu do czasu, można usłyszeć śpiewanie, najczęściej dobiegały do moich uszu wielogłosowe chórki, co właściwie wszędzie brzmiałoby dość nietypowo i intrygująco.

Północ, to jest taka pora, w której najbardziej brakuje ci wigwamu, tu, na miejscu. Jeśli nie podróżujesz samochodem, masz do pokonania 15-20 minut do stacji kolejowej, skąd w tym roku ponownie, po północy startował specjalny, bezpłatny nocny pociąg rozwożący festiwalowiczów do okolicznych miejscowości (chwała Ci za to Organizatorze!).

Wracając po ostatnim koncercie, byłem mocno zaintrygowany oszczędnością prądu na stacji PKP w Barcicach. Przechodząc koło przejazdu kolejowego wszedłem na kwadrans w strefę totalnej ciemności. Pojaśniało jakieś 10 minut przed przyjazdem pociągu.

Kogut i poszukiwanie ciszy

Upalna sobota była dla mnie trudnym dniem, zważywszy na nieudaną piątkową próbę skojarzenia niewielkiej ilości rakii z jakimś serbskim winem. Jeśli nie masz w swoich żyłach krwi bałkańskiej, to zalecam wysoko posuniętą ostrożność.

Wstać nie było łatwo, bo jak zwykle część nocy spędziłem na selekcji zdjęć, a tuż przed moim zaśnięciem, nad ranem zaczął drzeć mordę najgłośniejszy kogut świata. Wyobrażacie sobie? Niedaleko od centrum Nowego Sącza, tuż koło dość ruchliwej ulicy, ktoś hoduje kury (zapewne właściciel pobliskiej restauracji-pizzerii).

Nie mogłem w ten dźwięk uwierzyć. Tam, gdzie często wypoczywam, w drewnianej chatce w świętokrzyskim, także często słyszę donośne kuku-ryku, ale o normalnej, ludzkiej porze. Tutaj kogut wbijał się w mózg już ok. 4-tej. I to jeden, jedyny raz, akurat tej nocy, kiedy marzyłem o śnie. Przez jakiś czas myślałem, że komuś alarm się włączył – tak głośny i niezakłócony był to dźwięk! Po trzech kwadransach kogut się zmęczył, a ja musiałem szybko spać, by o 11-ej się wymeldować. Kogut, nie zapomnę Cię Chłopie.

Była godzina 17-ta, dojechałem już do Barcic i jakoś nie spieszyłem się tak jak zwykle na koncerty. Szukając samotni, minąłem słynną, festiwalową stodołę i ruszyłem w stronę lasu. W miejscu, gdzie zwykle gra się w paintball, znalazłem jakże piękne dla mnie wtedy twarde, drewniane koło, na którym beztrosko się wyłożyłem obserwując niebo. Na moją polanę zajrzała w tym czasie tylko para dziewcząt i tata z synkiem. Muzyka docierała do mnie delikatnie, obolałe od noszenia aparatów plecy mruczały ze szczęścia.

Po trzech kwadransach, postanowiłem zakończyć relaks, w końcu nie codziennie można posłuchać mariażu Kroke z wybitnym bułgarskim wokalem. Wracając zauważyłem dwie kolejne wysepki szczęścia: dziewczynę regenerującą się na leśnym runie i jakieś dwadzieścia metrów dalej – parę pod drewnianą wiatą, w jakiejś mierze bez ubrania, za to nie bez czułości.

Podsumowanie, refleksje i postulaty

W największym skrócie: ten festiwal jest takim, jakim wydaje się być jego pomysłodawca: sympatyczny, przystępny, profesjonalny i świadomy swojej wartości.

Pannonica to coś o wiele więcej niż festiwal muzyczny.

Jak coca-cola, iphone i martensy – Pannonica wykracza daleko poza naturalnie przypisywane jej właściwości. Ludzie nie przyjeżdżają do Barcic tylko i wyłącznie dla bałkańskich zespołów. Co więcej, miałem wręcz wrażenie, że jest spora grupa ludzi, dla których koncerty są jedynie „truskawką (Hajto, wybacz!) na torcie”. W czasie występów chodzą, leżakują koło namiotów, konwersują, przesiadują w strefie gastro (ognista muzyka dochodząca ze sceny podbija pragnienie i łaknienie).

flagi na pannonice

To jest ballada o złotym środku. Wojciech Knapik stworzył nad Popradem miejsce spotkań, wymiany myśli, beztroskiej zabawy i azylu chroniącego przed rosnącym w znanych kurortach chamstwem. Ostatnie dni wakacji, tuż przed powrotem do zbiorowego wysiłku, setki osób odpoczywają czynnie na Pannonice – niektórzy w tym roku już szósty raz z rzędu.

Emeryci, rodzice z małymi dziećmi, hipsterzy, studenci, (moto)cykliści – wszyscy koegzystują tu gładko i bez tarć. Podczas festiwalu nie widziałem ani jednej sytuacji konfliktowej (poza paroma niewinnymi sporami maluchów z opiekunami). To nie jest wcale takie oczywiste w innych miejscach chlubiących się świetną atmosferą. Na Woodstocku mój kolega po fachu spotkał się z agresją podczas próby sfotografowania jakiegoś mało pokojowo nastawionego nosiciela ćwieków i glanów.

Na Pannonice nie widziałem ludzi wciągających białe kreski, nawet lekko zamroczonych po degustacji trunków jest tu zdecydowanie mniej niż gdzie indziej. Oczywiście, świat nie jest idealny, a ja nie mam oczu dookoła głowy, życie na Pannonice zdaje się jednak rzeczywiście wyglądać inaczej. Tu ludzie oddają zagubione karty kredytowe 🙂

Wysoki, pielęgnowany poziom muzyczny.

Dobra muzyka oznacza dla każdego coś innego (oklaski za odkrycie roku). Dla mnie kluczowy jest poziom świadomości muzyków pozwalający na improwizację i subtelności. Dlatego też w moim odczuciu najlepszym zespołem festiwalu była międzynarodowa kapela z Londynu She’Koyokh (nadzwyczajne umiejętności czysto techniczne, mocno wyodrębniony własny styl), tuż obok postawiłbym występujących tuż po „Anglikach” – Fanfare Transilvania.

Wokalnie najmocniej grzał głos Neli Andrejevej, dobre panowanie nad tonem – dużej miary indywidualność. Prawdopodobniej najsilniej na publikę działała charyzma Sandry Sangiao – pełnej temperamentu liderki Barcelona Gipsy balKan Orchestry i Marko Markovicia, który odważnie zapuszczał się w tereny zarezerwowane zwykle dla przedstawicieli innych gatunków muzycznych. Zdjęcia na których widzowie mają ogień w oczach pochodzą właśnie z show zespołu Markovicia.

Sandra Sangiao i BGKO na Pannonice 2018

Barcelona Gipsy balKan Orchestra

Kapela klezmerska She Koyokh

She’Koyokh

Liderka Divanhany Naida Catic

Divanhana

She’Koyokh

Barcelona Gipsy balKan Orchestra

Fanfare Transilvania

Pianista zespołu Divanhana na koncercie podczas Pannonica Folk Festival

Divanhana

Marko Markovic rządzi tłumem na Pannonice

Marko Marković Brass Band

Koncert Divanhany

Divanhana

Bojan Krstic i jego orkiestra

Bojan Krstić Orkestar

Marko Markovic i jego band

Marko Marković Brass Band

Sandra Sangiao Ivan Kovacevic i Wojciech Knapik

Barcelona Gipsy balKan Orchestra

Ogólnie: na Pannonice nie usłyszymy koncertu słabego, nudnego, nawet te pokazujące troszkę mniej jakości bandy grają interesująco. Gołym okiem widać, że organizator świetnie wie co robi i ma muzycznego nosa. Cudowne jest to, że gatunkowo festiwal zatacza coraz szersze kręgi, impreza może zainteresować nie tylko miłośników muzyki bałkańskiej i klezmerskiej. Międzynarodowe, mieszane (także jeżeli chodzi o płeć) składy Barcelona Gipsy balKan Orchestry i She’Koyokh pokazały swoją siłę, czyli w urozmaiceniu drzemie moc!

Na dodatek muzyka ta doskonale brzmi i to zarówno na koncertach jak i podczas GuczoDisko. Ci, którzy przyjeżdżają na Pannonikę głównie ze względu na muzę, na pewno mają motyle w brzuchu. Mimo, że zespoły grają na świeżym powietrzu, nie koliduje to w żaden sposób z chęcią odpoczynku. Poziom głośności jest idealny, zazwyczaj na takich imprezach jest zdecydowanie za głośno. Tutaj nie trzeba odchodzić daleko, żeby przenieść się w strefę względnej ciszy.

Co można dodać, poprawić?

Przyznam się, że byłem w lekkim szoku, kiedy dowiedziałem się, że Pannonica jest festiwalem robionym bez nastawienia na zysk. Poziom obsługi i dostarczanej przez organizatora rozrywki jest bowiem wyjątkowy. Sugerowanie jakichś poprawek w tak dobrze działającym mechanizmie, na dodatek tworzonym pro publico bono – wydaje się być lekką bezczelnością i szukaniem kwadratowych truskawek na torcie jaj.

Kiedy po kilku podejściach, wreszcie wybrałem się na Pannonikę, polubiłem ją ogromnie. Doceniając więc ogromny trud i oklaskując z aprobatą twórców tej cudnej Utopii, czując się też już właściwie zaangażowanym uczestnikiem przyszłych edycji, traktując tę imprezę jak swoją, widzę też w tym prawie idealnym tworze pewne rezerwy.

Moje marzenia:

  • Dwa dodatkowe stanowiska z przysmakami wege.

Festiwalowa oferta gastro jest naprawdę ok. Są langosze, potrawy z grilla, zupy, naleśniki, słodycze. Wypiłem morze obłędnej kawy z Funky Donkey, zagryzając baklawą. Lemoniady, egzotyczne soki idealnie gaszą pragnienie w takie dni jak pierwsza wrześniowa sobota.

Zakładając, że w Pannonice bierze udział obecnie ok. pięć tysięcy uczestników, trzeba liczyć, że minimum pięć procent z nich, czyli dwieście osób jest wegetarianami/weganami. Przy budce wegańskiej były w tym roku nieustanne kolejki, nie sądzę, żeby były spowodowane tylko i wyłącznie wysoką jakością usługi.

Wegeludki i tak nie mają w Polsce łatwo, a przecież nie chodzi im tylko o dietę, ale przede wszystkim o kierowanie się szlachetną, empatyczną postawą, pełną troski o lepsze powietrze i los naszej planety. Są to wartości z pewnością wspierane na Pannonice.

Podczas krakowskiego Tattoofest mogłem zapoznać się z finezją azjatyckich dań gotowanych przez Green Win Vege Food. W całym kraju znani są mistrzowie cukiernictwa z Zielonego Talerza (te ciasta, lody!). Rozumiem, że na tym wspaniałym festiwalu chodzi o pewną niepowtarzalność, ale absolutnie nie obraziłbym się na coś w rodzaju Amsterdam Chips.

  • Muzycznie jestem dobrze dopieszczony za sprawą doskonałej selekcji wykonawców, można całkowicie zaufać ludziom, którzy ustalają program na Pannonice. Możemy być spokojni, prawie wszyscy najlepsi wykonawcy grający muzykę bałkańską już tutaj zawitali.

Chętnie zobaczyłbym w Barcicach Amsterdam Klezmer Band, a przede wszystkim Taraf de Haidouks, choć nie wiem, jak z ich terminami i czy budżet festiwalu na to pozwala, bo ci drudzy to jednak gwiazdy dużego formatu. Tęsknię za typowym bułgarskim, kobiecym chórem, lub mini-chórem. Emir Kusturica nadal koncertuje ze swoim zespołem. Teofilović Brothers – nie wiem, czy to muzyka na ten festiwal, choć jakość tu jest tak duża, że chciałbym ich usłyszeć na małej scenie lub o jakiejś nietypowej porze, może na koniec koncertu?  Troszeczkę brakowało mi też fuzji bałkańskich klimatów z jazzem, funkiem czy hip-hopem (może Dunkelbundt?).

Wydaje mi się też, że niektórzy wykonawcy czują się na Pannonice tak dobrze, że chętnie powtórzyliby ten „experience”.

  • Dzieci to najważniejsze dobro tego festiwalu!

Dajmy im jeszcze więcej 🙂 Show ogniowy w wykonaniu Leśnego Licha to był doskonały pomysł. Z tego co mogłem obserwować w Krakowie, dzieci fantastycznie reagowały na teatry uliczne, szczególnie klasyczny włoski teatr maskowy, szczudlarzy i iluzjonistów.

  • Sprawa transportu publicznego.

Nie wiem jak wyglądają dokładne dane, ale nocnym pociągiem z Barcic do Nowego Sącza wracało zwykle koło 20 osób, w kierunku Rytra pewnie podobna liczba. Liczba rozstawionych namiotów była naprawdę duża, ale podejrzewam, że być może nawet połowa festiwalowiczów wracała po koncertach samochodem do domów, hoteli itp. Czyli nie do końca udało się przekonać ludzi do korzystania z transportu publicznego, jest to na pewno jakieś wyzwanie na przyszłość, szczególnie biorąc pod uwagę, że w Nowym Sączu ostro czuć spaliny, powietrze nie jest najlepsze już w lecie, a mówi Wam to człowiek mieszkający w Krakowie.

Ten bezpłatny nocny pociąg powrotny z Barcic to cudowna sprawa. Dla mnie, bo ludzie z Sącza będą jeździć samochodem, bo nie każdy musi pić alkohol, a każdy lubi wrócić w nocy pod sam dom. Jak to rozwiązać? Jak namówić festiwalowicza na zostawienie auta w domu na te 4 dni?

  • Przechowalnia bagażu.  Niekoniecznie na terenie festiwalu, chciałbym mieć jednak możliwość zostawienia walizki gdziekolwiek w centrum Nowego Sącza.

Dworzec PKP w Nowym Sączu jest wyremontowany, jest gdzie usiąść, jest czysto, jest kawa z automatu, po dworcu regularnie przechadzają się panowie z ochrony – krótko mówiąc: można tam poczekać na pociąg. Duży plus.

Jest jednak pewien problem. Na dworcu nie znajdziemy przechowalni bagażu, skrytek. Krótko mówiąc, jeśli ktoś wymyślił sobie nocleg w hotelu i chce wracać nocnym pociągiem tuż po ostatnim koncercie, musi po wymeldowaniu telepać się z gratami przez cały ostatni dzień festiwalowy (nie zawsze można zostawić walizki w hotelu, czasem też nie ma możliwości odbioru bagażu w nocy).

Oczywiście, bardzo życzliwi, fantastyczni ludzie z ekipy festiwalowej pozwolili mi awaryjnie na przechowanie torby przez parę godzin, choć tak naprawdę, nie ma tam na to miejsca. Bardzo Wam za to dziękuję, to był przemiły gest!

I to jest chyba idealne miejsce na ostatni akt moich wynurzeń – podziękowania. Bardzo, bardzo dziękuję organizatorom za umożliwienie mi doświadczenia Pannoniki z bliska. Wydaje mi się, że byłem wszędzie, gdzie być powinienem. Widziałem zespoły tuż przed występem, emocje często niewidoczne z dalszej odległości.

Bardzo chwalę sobie gładką współpracę z wolontariuszami obsługującymi festiwal, ochroną. Niepowtarzalna atmosfera na Pannonice to także Wasza zasługa.

Pozdrawiam serdecznie koleżanki i kolegów po fachu 🙂 Jestem bardzo ciekaw Waszych zdjęć, podeślijcie proszę linki z fotami. Mam nadzieję, że nie popsułem nikomu ujęcia życia 🙂

Pamiętam też dobrze, kto mnie tuczył pysznymi langoszami, dzięki za te parę kilo Budafest 🙂

Ten duży facet z małym aparacikiem, który podczas festiwalu Was podglądał to właśnie ja 🙂

Pannonica – trudno sobie wyobrazić lepszy koniec wakacji!

Pokaż komentarze

No Responses Yet